Są rysownicy, których trzeba szukać w stopce komiksu, żeby rozpoznać autora. W przypadku Simona Bisleya zazwyczaj wystarczy spojrzeć na okładkę. Przerośnięte mięśnie, ciężkie motocykle, metal, skóra, krew, groteskowe twarze i bohaterowie wyglądający tak, jakby właśnie zeszli z okładki albumu heavymetalowego – jego styl był tak charakterystyczny, że na przełomie lat 80. i 90. trudno było pomylić go z kimkolwiek innym.
Co ciekawe, Bisley nie zaczynał od Lobo, z którym dziś kojarzy go wielu amerykańskich kolekcjonerów. Zanim trafił do DC Comics, zdążył mocno zaznaczyć swoją obecność na brytyjskiej scenie komiksowej, przede wszystkim w magazynie 2000 AD. To właśnie tam jego malarskie plansze do ABC Warriors i Sláine pokazały, że komiks akcji może wyglądać bardziej jak seria obrazów fantasy niż klasyczna historia rysowana tuszem.
Zanim pojawił się Lobo – ABC Warriors i Sláine
Kariera Bisleya jest mocno związana z brytyjskim 2000 AD, magazynem, który dał światu między innymi Judge Dredda. Jedną z prac, dzięki którym artysta zdobył rozpoznawalność, był ABC Warriors: The Black Hole. Robotyczni wojownicy stworzeni przez Pata Millsa byli idealnym materiałem dla młodego rysownika zainteresowanego ciężkim metalem, mechaniką, przerysowaną anatomią i brutalną fantastyką.
Jednak dziełem, które najmocniej zdefiniowało wczesnego Bisleya, stał się Sláine: The Horned God. Scenariusz napisał Pat Mills, a Bisley stworzył malarską oprawę historii celtyckiego wojownika Sláine’a. Zamiast tradycyjnej kreski czytelnik otrzymał plansze przypominające ilustracje fantasy: potężne ciała, monumentalne krajobrazy, potwory, błoto, kamień i metal. Do dziś The Horned God pozostaje jedną z prac najczęściej wymienianych przy nazwisku Bisleya; współczesne materiały poświęcone 2000 AD nadal zestawiają ją obok ABC Warriors: The Black Hole jako jego kluczowe dokonanie.
Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Bisley nie próbował być realistą w klasycznym znaczeniu tego słowa. Anatomia jego bohaterów bywała absurdalna, miecze zbyt wielkie, ramiona za szerokie, a potwory celowo przesadzone. Obraz miał przede wszystkim uderzać w czytelnika. Ta metoda idealnie pasowała do Sláine’a – wojownika, który podczas tzw. warp spasm sam zmieniał się w groteskowo zdeformowaną masę mięśni.
To właśnie ten sposób myślenia o komiksie Bisley wkrótce przeniósł do Stanów Zjednoczonych.
Lobo istniał przed Bisleyem – ale wyglądał zupełnie inaczej
To ważne rozróżnienie, ponieważ Simon Bisley nie stworzył Lobo. Postać została wymyślona wcześniej przez Rogera Slifera i Keitha Giffena i zadebiutowała w Omega Men #3 w 1983 roku. Pierwotny Lobo był kosmicznym przeciwnikiem o wyglądzie znacznie mniej ekstremalnym niż wersja, którą większość czytelników kojarzy z lat 90.
Przełom nastąpił wraz z czteroczęściową miniserią Lobo przygotowaną przez Keitha Giffena i Alana Granta. To tutaj pojawił się Simon Bisley i jego estetyka okazała się niemal idealna dla postaci. DC do dziś przypisuje pierwsze klasyczne miniserie zespołowi Giffen–Grant–Bisley i zbiera Lobo #1–4 razem z późniejszym Lobo’s Back #1–4.
Bisley dostał bohatera będącego kosmicznym łowcą nagród i przesunął wizualny suwak praktycznie do końca. Lobo stał się ogromny. Włosy były większe, mięśnie potężniejsze, motocykl cięższy, łańcuch grubszy, a całość wyglądała jak połączenie kosmicznego komiksu, filmu klasy B i heavymetalowej okładki.
W tym przypadku przesada nie była wadą. Przesada była całą koncepcją.
Scenariusze Giffena i Granta parodiowały brutalnych antybohaterów, którzy zdobywali coraz większą popularność. Bisley nadał tej parodii wizualną formę tak skuteczną, że stała się ona jednocześnie niezwykle atrakcyjna dla dokładnie tych samych odbiorców, z których komiks się naśmiewał.
I tu wydarzyła się rzecz niezwykła: parodia zaczęła funkcjonować jak pełnoprawna ikona.
Kiedy żart stał się jednym z symboli komiksów lat 90.
Wizerunek Lobo z początku lat 90. bardzo dobrze trafił w swoją epokę. Amerykański rynek coraz chętniej promował antybohaterów, wielką broń, przemoc i postacie ignorujące klasyczne zasady superbohaterskie. Punisher, Wolverine czy późniejsze postacie Image Comics odpowiadały na zainteresowanie czytelników bohaterami bardziej agresywnymi niż tradycyjny Superman.
Lobo robił to samo, tylko świadomie przekraczał granicę absurdu.
W klasycznych historiach dostajemy między innymi kosmiczne jatki, śmierć i powrót Lobo oraz pomysły, które trudno byłoby zastosować wobec tradycyjnego superbohatera. DC opisuje dziś te opowieści bez specjalnego łagodzenia ich charakteru – jako brutalny, przesadzony portret kosmicznego łowcy nagród.
Jednym z najlepszych przykładów poczucia humoru całej serii jest Lobo Paramilitary Christmas Special. Fabuła prowadzi do kontraktu na Świętego Mikołaja. Sam pomysł brzmi jak parodia ekstremalnego komiksu lat 90., ponieważ dokładnie nią jest. DC umieszcza ten zeszyt obok Lobo #1–4, Lobo’s Back i innych wczesnych historii w zbiorze poświęconym pracom Giffena i Granta.
Bisley nie potrzebował subtelności. Jego Lobo miał wyglądać tak, jakby każda plansza próbowała przebić poprzednią.
Dla kolekcjonera szczególnie interesujące są właśnie oryginalne wydania z tego okresu. Wielkoformatowe ilustracje, intensywne kolory i charakterystyczne okładki są integralną częścią tych komiksów. W przypadku twórcy takiego jak Bisley kupowanie starego zeszytu oznacza więc nie tylko zdobycie konkretnej historii. Bardzo często kupuje się go dla samej okładki.
Bisley nie zatrzymał się na Lobo
Sprowadzenie jego kariery wyłącznie do Lobo byłoby jednak podobnym błędem jak sprowadzenie Sama Kietha tylko do The Maxx. Bisley pozostawił ślad w wielu bardzo różnych seriach.
Szczególnie interesujące dla czytelników DC są jego prace przy Hellblazer. Oficjalna baza DC wymienia długą serię numerów z jego udziałem, w tym Hellblazer #292, do którego stworzył zarówno wnętrze, jak i okładkę. Numer ukazał się w czerwcu 2012 roku i został napisany przez Petera Milligana.
Bisley pracował także przy Batman/Judge Dredd, co jest szczególnie ciekawym punktem jego kariery, ponieważ łączy dwa światy, między którymi sam artysta się poruszał: brytyjską tradycję 2000 AD oraz amerykański mainstream DC. Jego nazwisko znajdziemy również przy Doom Patrol, Batman: Black and White, The Authority/Lobo, Harley’s Little Black Book i wielu innych publikacjach DC.
Jest jeszcze jeden kierunek, który warto zapamiętać na przyszłość. DC wymienia Bisleya również przy Gears of War #7 oraz Gears of War Book 2. To daje nam świetny pomost do planowanej serii artykułów o komiksach związanych z grami. Simon Bisley może więc pojawić się na naszym blogu jeszcze raz, ale już w zupełnie innym kontekście.
Dlaczego komiksy Bisleya nadal są interesujące dla kolekcjonerów?
W komiksach superbohaterskich często zbieramy serie, postacie albo konkretne numery. Istnieje jednak jeszcze jeden rodzaj kolekcjonowania: zbieranie twórcy. Bisley jest doskonałym przykładem artysty, którego nazwisko może być ważniejsze od bohatera znajdującego się na okładce.
Ktoś zaczyna od Lobo, później trafia na Sláine, następnie szuka ABC Warriors, Judge Dredd, Hellblazer czy pojedynczych okładek DC. W ten sposób kolekcja przestaje być zbiorem jednej serii i zaczyna dokumentować rozwój charakterystycznego stylu.
Bisley jest pod tym względem wyjątkowo wdzięcznym twórcą. Jego prace są natychmiast rozpoznawalne, ale jednocześnie rozsiane pomiędzy brytyjskimi i amerykańskimi wydawnictwami, albumami, miniseriami, pojedynczymi zeszytami i okładkami. Oficjalny katalog DC pokazuje skalę tego rozrzutu: obok Lobo znajdują się tam Hellblazer, Doom Patrol, Batman, Gears of War, WildStorm czy Harley Quinn.
To także dobry przykład tego, dlaczego warto patrzeć na nazwiska rysowników na okładkach starych amerykańskich komiksów. Czasami niepozorny zeszyt z mniej interesującej nas serii okazuje się pracą artysty, którego kolekcjonujemy.
Jeżeli szukasz oryginalnych amerykańskich wydań z Lobo, zajrzyj do Komiksy LOBO. W Hobby Shop warto również sprawdzić DC Comics oraz artykul Stare komiksy po angielsku. Przy produktach z rysunkami Bisleya warto natomiast konsekwentnie umieszczać jego nazwisko w opisach – część kolekcjonerów szuka właśnie po twórcy, a nie wyłącznie po tytule serii.
FAQ – Simon Bisley i jego komiksy
Z jakiego komiksu najbardziej znany jest Simon Bisley?
Najczęściej kojarzony jest z Sláine: The Horned God oraz z klasycznymi historiami o Lobo. Pierwsza seria ugruntowała jego pozycję na brytyjskim rynku, a Lobo przyniósł mu ogromną rozpoznawalność wśród czytelników amerykańskich komiksów.
Czy Simon Bisley stworzył Lobo?
Nie. Lobo powstał wcześniej, a jego twórcami byli Roger Slifer i Keith Giffen. Bisley odegrał jednak ogromną rolę w ukształtowaniu ekstremalnego wizualnego wizerunku bohatera znanego z klasycznych miniserii początku lat 90. DC nadal wymienia go jako artystę Lobo #1–4 i późniejszych historii.
Kto pisał klasyczne komiksy Lobo rysowane przez Bisleya?
Za najważniejsze historie z tego okresu odpowiadali przede wszystkim Keith Giffen i Alan Grant, natomiast Simon Bisley tworzył ich charakterystyczną oprawę graficzną.
Czy Simon Bisley pracował przy komiksach z Batmanem i Judge Dreddem?
Tak. Jego dorobek obejmuje między innymi materiały związane z Batman/Judge Dredd, a także Batman: Black and White. Jego kariera bardzo ciekawie łączy brytyjską scenę komiksową z amerykańskim DC.
Czy Simon Bisley rysował komiksy na podstawie gier?
Tak. W oficjalnym katalogu DC znajdują się m.in. Gears of War #7 oraz Gears of War Book 2 z jego udziałem. To ciekawy mniej oczywisty fragment jego kariery.
